Poczuj wilczy zew!
Obrazek w tle

Zachowane przez lód, zabrane przez morze

Co kryje Północna Alaska przez Wiola Hypiak

Jest druga połowa lipca, samolot podchodzi do lądowania, spod chmur wyłania się tafla wody a zaraz za nią góry, w które wrasta największe miasto Alaski, Anchorage. Jak większość miast po zachodniej stronie Stanów Zjednoczonych jest relatywnie młode. Nie urzeka pięknem, większość budynków jest młodsza niż 50 lat, szerokie ulice, duże samochody i siatkowana struktura miasta. Nie chciałabym tam mieszkać, ale mogłabym tam zostać na jakiś czas i zrobić bazę wypadową do pieszych wędrówek tak jak to robi większość turystów. Mam jednak jeszcze jeden lot za kilka godzin. Wybieram się do największej i najbardziej oddalonej na północ wsi na Alasce, Barrow, która w języku eskimoski a właściwie Iñupiaq znana jest jako Utqiaġvik. Trasa samolotu do Anchorage obejmuje jeszcze przystanek w Prudhoe Bay, miejscowości, która powstała w związku z rozwojem przemysłu naftowego i tylko czasem zabłąka się tutaj jakiś turysta.
Z lotu ptaka północna Alaska jest kompletnie innym światem niż tym, który mogłam widzieć jeszcze kilka godzin wcześniej z pięknymi górami. Arktyka jest płaskiej powierzchni, koloru zielonkawo – brązowego z licznymi rożnego rozmiaru soczewkami wody. W lecie średnia temperatura wynosi około 10 stopni, w zimie spada do -30 stopni Celsjusza, czasem niżej. Tubylcy żartują, że wszystko da się znieść oprócz wiatru z północy. Występuje tutaj wyłącznie roślinność tundrowa, czyli trawy odporne na niskie temperatury, które są pożywieniem dla reniferów tundrowych (caribou) a także dla małych ssaków. Istnieje duże prawdopodobieństwo spotkania niedźwiedzia polarnego a czasem nawet brunatnego, który raz na jakiś czas się tutaj zabłąka. Z oceanu co jakiś czas wynurza się głowa morsa lub pletwa wieloryba, które w lecie podpływają bliżej brzegu.
Rdzenni mieszkańcy swoja gospodarkę tradycyjnie opierali na polowaniach, zarówno w morzu jak i na ladzie. Obecnie, z wielu powodów praktyki te stają się raczej reliktem kultury, albo raczej zmieniają swój charakter. Nadal istotnym społecznie elementem są coroczne połowy wielorybów, będące kontynuacją tradycji ludów Thule. Ponadto bardzo ważnym corocznym świętem jest Nalukataq, obchodzony w związku z zakończeniem okresu łowieckiego na wieloryby, podczas którego następuje dzielenie się jego upolowanym mięsem. Pierwszeństwo do zdobyczy ma rodzina i przyjaciele klanu, który upolował zwierzę a następnie reszta wsi według hierarchii społecznej (szefowie innych klanów, starszyzna) a także przyjezdni. W trakcie uroczystości odbywają się tańce rdzennych mieszkańców przy akompaniamencie męskiego śpiewu tradycyjnych pieśni zwanych nalukataun i skoki na „kocu” ze skóry fok (mapkuq) podrzucanej głównie przez mężczyzn. W Barrow obchody te przypadają na właśnie drugą połowę lipca, zazwyczaj w trzeci weekend.
Z badań etnograficznych i archeologicznych, a także przekazów ustnych, badacze są w stanie zrekonstruować zapomniane elementy tradycji rdzennych kultur Alaski. Znaczenie przedmiotów, zastosowanie skór, futer i tłuszczów zwierzęcych, jedzenie a nawet „tradycyjna” sztuka zmieniają się z duchem czasu, niekiedy wbrew intencjom społeczności. W Barrow i innych wsiach Arktyki mięso upolowanej zwierzyny nie warunkuje już przetrwania danej grupy, większość produktów przez ostatnie stulecie jest importowana statkami i samolotami a dieta nie wygląda inaczej niż w pozostałych stanach amerykańskich. Jednakże za każdym razem upolowane zwierzę traktuje się z należytym szacunkiem i każdy element powinien być jak najlepiej wykorzystany. Mięso preparowane i przygotowywane jest na kolejne miesiące, w przypadku wieloryba zamraża się je albo wędzi jak caribou. Ze skór wytwarzane są nadal płaszcze i elementy strojów czy tradycyjne buty, z kości i rogów repliki broni i biżuterie, ale spełniają one raczej funkcję ceremonialną, niż użytkową.
W czasów prehistorycznych znane są przykłady domostw bazujących na konstrukcji z kości wieloryba, wspieranych drewnianymi balami które morze wyrzucało co jakiś czas na brzeg. Ten typ architektury znany jako „sodd house” (tłum. dom darniowy) morze odkryło w 2013 roku w Walakpa, w wyrwie wybrzeża odsłonięta została część konstrukcji. Samo stanowisko było już wcześniej znane z eksploracji publikacji Dennisa Standforda na potrzeby jego pracy doktorskiej z lat 60. XX wieku. Wtedy to badacz określił strukturę osadniczą podobną do ludności Thule a także tradycji Birnik czyli miedzy 800 a 1200 rokiem naszej ery, a jego datowania opierały się na typologii harpunów z innych stanowisk w Kanadzie i USA.
Dr Anne Jensen, archeolog pracująca dla UIC Science zorganizowała badania ratownicze mające na celu zadokumentowanie odsłoniętej powierzchni stanowiska. W 2015 roku kiedy to jeszcze silniejszy sztorm zabrał kolejną część wybrzeża Walakpy, jasnym stało się że należy kontynuować eksploracje. Od 2016 roku Jensen każdego lata zbiera studentów i wolontariuszy z każdego zakątka świata i rozbija obóz na plaży na kilka tygodni ratując zachowane w ziemi relikty kultury rdzennych mieszkańców Arktyki.
W bieżącym roku podczas eksploracji odkryte zostały między innymi szkielet domu (typu sodd house) wraz z prowadzącym do wewnątrz tunelem złożony z kości wieloryba i drewnianych bloków, które zostały wyrzucone na brzeg. Dom pod wpływem upływu czasu zawalił się i po zdjęciu warstwy dachu, czyli izolacyjnej warstw darni, odkryliśmy podłogę ułożoną z płaskich kamieni i kręgosłupa wymienionego wyżej ssaka. Ponadto kilka metrów na południe od domu odkryto legowisko myśliwego, na które składała się rewelacyjnie zachowana skóra niedźwiedzia polarnego, obok której leżało kilka ostrzy harpunów wykonanych z kości i rogów, fragmenty drewnianych strzał a także miotacz oszczepów. Wszystkie artefakty były idealnie zachowane, niekiedy jeszcze częściowo zamarznięte, co wymagało czasu i cierpliwości na eksploracje, czasem nawet kilku dni. Udało nam się również określić granicę eksploracji wcześniejszych badań.
Największą sensację stanowiło odkrycie czaszki niedźwiedzia polarnego. Po kilku godzinach eksploracji z wiecznej zmarzliny w trakcie sztormu została ona wyjęta, zabezpieczona a następnie przewieziona do laboratorium. Ze wstępnych analiz wynika że szczątki należą do młodego osobnika ale i tak są on one znacznie większe niż obecnie dorosłego niedźwiedzia. Wraz z czaszką innego osobnika znalezioną na plaży kilka lat wcześniej stanowią dowód na istnienie znanego dotąd tylko z przekazów ustnych gatunku niedźwiedzi polarnych wymarłych już od kilkuset lat. Tegoroczne znalezisko jest istotne ze względu na jego kontekstowość i możliwość połączenia epizodów kulturowych. Jednakże bez wyników badań DNA i dalszej analizy danych wszelkie dalej posunięte wnioski i interpretacje byłyby niewskazane. Niemniej jednak ogrom informacji, które zdołano pozyskać podczas tego sezonu badawczego i być może kolejnych może zmienić postrzeganie kultury proto- Eskimosów a także zmian klimatycznych w strefie arktycznej.
Badacze różnych dziedzin, którzy co roku zjeżdżają się do UIC jednogłośnie są zdania że ekosystem zmienia się w diametralnym tempie w wyniku ocieplenia. Niektórzy tubylcy pamiętają jeszcze gdy w wyniku podniesienia się poziomu wody, sztorm zabrał większą od Barrow miejscowość, Nuvuk. Wszyscy zdążyli zostać ewakuowani, ale zagrożenie jest realne i możliwe podczas każdego większego sztormu. Za jakiś czas Barrow i inne mniejsze miejscowości na wybrzeżu arktycznym mogą przestać istnieć, dlatego tak ważne jest dla naukowców i społeczności lokalnej pozyskanie jak największej ilości informacji, które mogą okazać się istotne na skalę globalną. Ostatnimi laty wszyscy mamy okazję obserwować anomalie pogodowe z jakimi musimy się mierzyć. Kluczem do zrozumienia tych zmian jest kontynuowanie badań.

Zobacz inne relacje podróżnika

Brak opinii

Napisz komentarz

Dodaj komentarz

0

Twój Koszyk

Link do zmiany hasła został wysłany na Twój adres e-mail