fbpx

Majestatyczny Mount Everest otoczony z 3 stron lodowcami, przez miejscowych uznawany za siedzibę bogów. Ośmiotysięcznik rozbudzający wyobraźnię został zdobyty po raz pierwszy 29 maja 1953 roku, przez ponad półwieku był celem kilku tysięcy wspinaczy, który stał się także moim. O ile o drodze na szczyt napisano już wiele, to pragnę podzielić się z Wami moimi emocjami zawieszonymi na ostatnich 83 dzielących mnie od szczytu metrach.

Wierzchołek Południowy na wysokości 8765 metrów jest najbardziej zdradliwym miejscem, bo wydaje się, że „to już”. Wdrapuję się na górę, zostawiam butle tlenowe, które zamierzam zabrać podczas zejścia, i dopiero teraz widzę, jak długa droga jeszcze przede mną. Najpierw spory kawałek w dół i potem kolejne podejście…
Drobię kroczki, idę dalej.

Powolutku wyprzedzam sporą część stawki, mijam ludzi, którzy niemal umierają, są wykończeni tak bardzo, że zastanawiam się, co sprawia, że ja czuję się dobrze? Myślę, że prawdziwa siła nie drzemie w mięśniach, choć trudno nie docenić pracy włożonej w trening i niezłej aklimatyzacji. Po prostu wiem, że największa siła drzemie w głowie, w psychice, która pozwala zmobilizować organizm do wielkiego wysiłku. Wykrzesać więcej energii, niż mogłabym przypuszczać, że mam. Stać nas na znacznie więcej, niż się nam wydaje.

Hiszpański wspinacz siedzi z plecakiem oparty o skałę. Szerpa poprawia mu czapkę, wyciera nos.

– O Boże, jak to dobrze, że mi nikt nie musi wycierać nosa – mówię do niego.

On coś bełkocze, po czym prosi Szerpę o radiotelefon i przez wszystkie walkie -talkie nadaje do bazy, żeby Szerpa odkręcił  mu tlen na 4 litry. I baza do Szerpy po szerpańsku mówi, żeby on mu odkręcił mu tlen. Patrzę na tę scenę zdumiona, bo jak ja chcę mieć określony przepływ tlenu, to ściągam sobie plecak, odkręcam kurek i zakładam plecak z powrotem. Szerpa poprawia mu jeszcze raki, maskę, czapkę. Patrzę na to i nie mogę uwierzyć, że tacy ludzie też, tak jak ja, chcą wejść na Everest. Co nimi kieruje? Czy gdybym ja była w takim stanie, to tez pchałabym się dalej do góry? Czy dałabym radę doczołgać się na szczyt? Mijam takich ludzi więcej – wycieńczonych, rozczarowanych, załamanych, pokonanych przez górę albo zmagających się z nią ciężko. Zastanawiałam się skąd bierze się ich motywacja, bo musi być naprawdę wielka, jeśli są w stanie to znosić.

Uskok Hillary’ego to 12-metrowy skalny stopień, pionowa ściana do pokonania, która nie byłaby dla żadnego wspinacza problemem na poziomie morza, ale na wysokości 9750 metrów nawet jeden krok jest kolosalnym wysiłkiem. Bałam się legendarnego Uskoku Hillary’ego, jeszcze kiedy oglądałam Everest na zdjęciach i slajdach. Teraz po prostu szybko wspinam się do góry.

Powoli dochodzę do szczytu i widzę, że nie ma Darka, który w tym czasie walczy ze zlodzoną maską. Ja swojej w zasadzie przestaję używać i o dziwo nadal czuję się dobrze.

Siadam z widokiem na szczyt i przyglądam się górom dookoła… A więc to już? Naprawdę? Tyle razy widziałam tę górę w albumach, tyle razy śniła mi się po nocach…

Uczucie ciepła rozlewa się w moim brzuchu i w całym ciele. Powoli dociera do mnie myśl, że oto zdobyłam Mount Everest. Weszłam na Dach Świata! Dopiero teraz zdaję sobie sprawę, że to nie ma żadnego znaczenia, że jedyne, co jest ważne, to droga. Nie tylko ta na Everest, ale cała droga, którą pokonałam w sobie. Wszystko co najważniejsze, stało się już wcześniej. Do celu zostało 15 kroków.

Dla himalaistów którzy planują zdobyć Everest, od 2015 roku Matka Ziemia przygotowała ułatwienie. Wyżej wspomniany fragment grani –  Stopień Hillar’ego z 12-metrowym skalnym progiem o nachyleniu ok. 50 stopni, w wyniku tragicznego w skutkach trzęsienia ziemi zniknął, pozostawiając po sobie śnieżną rampę.

Na każdego czeka własny mniejszy, czy większy Mount Everest, odwagi do spełniania marzeń!

Miejsce Mount Everest, położony w Himalajach Wysokich na granicy Nepalu i Chin
Wysokość szczytu: 8848 m n.p.m.
Data zdobycia szczytu: 18 maja 2006

Wasza, Martyna 

 

2 Responses

Leave a Reply